Słowackie pierwszeństwo i snowboardowe szaleństwo
Podobno jaki nowy rok tak i cały ….a że ja, Piszczała z początkiem nowego roku na Słowacje wyjechała, a już przed tym się spłukała, tak ten mój rok całkiem nieźle może wyglądać. Na pewno w barwach wypłowiałego różu jawi się już od pierwszego dnia. Mimo to nie żałuję, bo to co tam przeżyłam, czegom doświadczyłam to moje, a że był to mój pierwszy, dłuższy wyjazd poza granice naszego pięknego kraju, tym jeszcze większa satysfakcja….Hmmm... Jednak może nie do końca był to pierwszy wyjazd, bo w końcu jako studenciak młody na Słowację z wycieczką trafiłam. Ale, że ja wtedy grzeczną byłam no i alkoholu nie piłam, więc i go nie zakupiłam, a sam wypad kilkuminutowy był, więc się prawie nie liczy. Był też tygodniowy wyjazd do Londynu w pogoni za wielką młodzieńczą miłością… I choć Londyn wspominam dobrze, jako miasto i to miasto w którym mogłabym żyć, tak sam wyjazd już raczej do udanych doświadczeń nie należał, ale to nie miejsce i pora, na użalanie, byłego już, amora. Tak w...