Owsiany początek

przedwiośnie początkiem zmiany nawyków żywieniowych,
 to i mięta w czajniku rośnie 

Dzisiejszy dzień jest kolejnym dowodem na to, że przypalenie wody, czy gotowanie parówek w foli i do tego w czajniku elektrycznym,  powinny już dawno zniechęcić mnie do zawab w kuchni, a już na pewno w deserowego speca kulinarnego. Podobno prosty, przepisz na kluseczki z kaszy mannej, prostym się nie okazał  i już wiem, że jest ponad  moje kulinarne zdolności i zamiast kluseczek pojawił się ogromny glut manny w moim koszu. No nic, w końcu zawsze  wiedziałam, że kiedy Bóg rozdawał talenty kulinarne, ja stałam zupełnie w innej kolejce, tylko teraz trzeba przypomnieć sobie co to za kolejka była ;) Mam nadzieję , że to nie ta,  w której rozdawali miłość do słodyczy.
Choć tylko w ten sposób jestem w stanie wytłumaczyć, czemu tak ciężko mi się rozstać, nawet na tydzień ze słodyczami i tym samym mam kolejną  nieudaną próbę za sobą.
Więc cukier nadal jest obecny choć już i tak w mniejszych ilościach w wypadku kaw i herbat, a same batony czekoladowe zostały zamienione na batoniki mussli. Jeszcze muszę się pozbyć ostatnich zapasów słodyczy, jakie kryją moje kuchenne czeliści… zwłaszcza to ptasie mleczko, które za mną chodzi już tak myślami cały weekend.
I całe szczęście, że przed nami wiosna bo wraz z nią łatwiej zamienić miłość do czekolady na owocową miłość do matki natury, za co skóra powinna być mi wdzięczna,  taką mam nadzieję.
Przez dwa tygodnie próbowałam oczyścić organizm z cukrów i właśnie tyle czasu potrzebowałam , aby zrozumieć, że całkowite odstawienie słodyczy jest bezsensowne i bezskuteczne. Organizm sam wielokrotnie domagał się tych wartości żywieniowych zachowując się jak narkoman na głodzie. O niczym innym nie mogła  myśleć jak tylko o  batonikach czekoladowych czy też słodkich napojach, żeby podnieść swoją energię. Więc ta taktyka do niczego dobrego nie doprowadziła, a na pewno nie pomogła zrealizować zamiaru oczyszczenia w moim wypadku.
Dzięki stwórcy, przynajmniej za silną wolę jeśli chodzi o ćwiczenia, bo tu przez 2 tygodnie mobilizacja  pełna i chyba powoli staję się gotowa na pierwsze podejście do 6W, ale z tym zaczekamy do kwietnia.
Wracając jednak do słodyczy, tym razem już nie będę zmierzać do ich całkowitego wyeliminowania, ale do zastępowania  deserowymi odpowiednikami z owocami, czy też musli. Tym bardziej, że te batoniki musli naprawdę są dobre. A że w tygodniu zakochałam się w ciasteczkach owsianych,  własnej roboty marketingowego kolegi, to też godny zamiennik moich pustych czekoladowych batonów reklamowych. W końcu dał mi taką dawkę energii i  radości, że uśmiechu, bardziej nawet rechotu, powstrzymać przez dobrych kilak godzin nie mogłam. Ale jak to  głoszą amerykańscy naukowcy  płatki owsiane to silny antydepresant i do tego pobudza organizm pozytywną energią, co sama doświadczyłam po dawce owsiankowych ciasteczek… i tak już na samą myśl o nich, bardzo żałuje, że moja prostacka kuchnia nie jest gotowa aby znowu zaszaleć i pobawić się w piekarza. Uff, jednak ten manny glut nie zniechęcił mnie do zabaw w kuchni, tylko teraz trzeba na nią odkładać i to na pewno dłużej niż najbliższy tydzień.
A wyzwaniem na tydzień przed nami jest poznanie innych mocy płatków owsianych i jeszcze więcej herbaty ziołowej, bo trochę ostatnio zapomniałyśmy o sobie i brzuszek się dopomina.



owsiankowe ciasteczka mocy z gorzką czekoladą i  rechot energii murowany, jak prawią amerykańscy naukowcy
i oby tylko rechoczącą żabą nie być, przysmak królika także wcinam :)




Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Polędwiczka z nutką myślicielstwa.....

Nocą myśli się kłębocą....

Lata początek