Sezonu nadmorskiego otwarcie z sercowym przesileniem

Mimo, że ostatnio weny brak i nie wiem czy to spadkiem witaminy D czy deficytem słońca spowodowane. Ewentualnie tzw. przesilenie wiosenne mnie dopadło, którego do końca nie da się określić, ale jak nie wiadomo o co chodzi z nastrojem, to przynajmniej zwalić można właśnie, na to bliżej nieokreślone przesilenie. 
Jednak mimo, że weny nie ma, tak jak nie ma Księciunia, który znowu uciekł, przestraszył się, czy też nadal woli własnego focha od wspólnie spedzanego czasu, nadal żyję, nadal mam się dobrze. 
Fakt przyznaje, że do dobrego człowiek sie przyzyczaja i tak samej mi nudno troche, to jednak życia nudnym nie można nazwać. I mimo,  że o 4 rano dziś  me ślipia się otwarły, to owo poświecenie zostało wynagrodzone, dość spontanicznym wypadem zawodowym nad polskie morze...
Tym samym udało się dziś zaliczyć i bryzę morską, i troche słońca, rybę zjeść, czy dobrą, to nie powiem, ale po kuchennych rewolucjach pewnej pani z tzw. hełmem korkowym na głowie, w kolorze blond. I w tym wypadku chyba się cieszę, że mój hełm korkowy jest ciemnego koloru....
Więc mimo, że serce nadal w żałobie za Księciuniem to przyznać trzeba, że życie jest zbyt ciekawe, żeby tego nie dostrzec i nie cieszyć się nim mimo wszystko... W końcu przed nami ciepłe wiosenne dni tuż tuż .... :) 

iść prosto przed siebie nawet kiedy serducho samo pozostało.... 
i oby takich chwil nie przegapiać... życie jest zbyt cenne doceń to  :)  

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Polędwiczka z nutką myślicielstwa.....

Nocą myśli się kłębocą....

Lata początek