Tu i teraz

Dawno mnie tu nie było. Trochę się działo, ale czy coś zmieniło się w moim życiu? 
Na pierwszy rzut oka niewiele …. Nadal młoda, nadal sama i szczęśliwa na zdjęciach z portali społecznościowych. Jak one fajnie pozwalają kreować obraz siebie, któremu daleko do prawdziwego ja, prawda ? A jak naprawdę jest ? 
Moja wiara w siebie i swoją kobiecość, okazała się na tyle chwiejna, że przy pierwszym możliwym upadku rozsypała się, tym razem na nieco większe kawałki, ale jednak. Oczywiście przyczyną rozpadu był mężczyzna. Dojrzały i wyjątkowy mężczyzna, który miał to szczęście, że poznał mnie w najlepszym okresie dla mnie samej. Byłam wtedy najfajniejszą wersją siebie. Miał facet szczęście i do nieszczęścia mnie fajną doprowadził. Szczęście w nieszczęściu, kawałki były większe i tym samym łatwiej się je później zbierało. 
Początkowo zbierałam je sama,  zmieniając prace, otoczenie. Dość szybko pojawił się mężczyzna, który sam chciał mi pomagać zbierać te kawałki i je sklejać. I z Pomagacza stał się kimś wyjątkowym i bliskim. Teraz mija, choć lepiej będzie jak napisze mijałby nam rok, bo w piątek się rozstaliśmy. 
Powód.... brak szczerości i zaufania....a przez to problem w komunikacji. Bo przecież jako kobieta powinnam wierzyć w słowa, i kiedy jesteś szczera, to sama szczerości i prawdy się nie spodziewaj. I okazuje się, że mimo, że  jesteś ważna to nie na tyle żeby wiedzieć, że koleżanki są ważniejsze. Nawet te zamężne, poszukujące przyjaciół i spowiedników męskich poza osobą męża oczywiście. 
Dla mojego Pomagacza to przecież nic nie znaczy, po prostu jest miły, tylko czemu jako jego kobieta nie zasługujesz na to aby wiedzieć, że Ona Mężata Przyjaciółka jest, pisze, spotyka się, imprezuje, kiedy Ciebie nie ma i oczywiście męża też. 
I co z tego, że wiem jaką wartość wnoszę do relacji,  co z tego że znam swoją wartość i lubię swoje ciało kiedy za każdym razem, kiedy kolejny Twój męski Pomagacz odchodzi to boli tak samo i znowu musisz się zbierać, może nie tak jak ostatnio ale jednak. 
Co z tego że po kolejnym takim upadku wiesz coś więcej o sobie, tego czego nie wiedziałaś, że niby  teraz mimo, że boli jesteś silniejsza. Jak po raz kolejny okazuje się, że czasami lepiej wiedzieć mniej o sobie, mniej wymagać przez to, nie mówić o emocjach i uczuciach,  tylko żyć chwilą, bo wtedy może faktycznie byłabym nadal szczęśliwa w błogiej niewiedzy z Pomagaczem?
Co jest lepsze świadomość siebie, emocji i oczekiwań, co często wiąże się jednak z bólem i opuszczeniem niż ślepe patrzenie w tu i teraz, cieszenie się z tego co  jest, bez zastanowienia czy tego potrzebuje, czy tego chce, czy to sprawia mi przyjemność, ważne że jest On i Ja, nie ważne jacy i co robimy kiedy nie jesteśmy razem, ważne że jesteśmy tu i teraz.

Jedna droga i wielu ludzi na niej, niby Ty decydujesz z kim zamienisz słowo i kto się pojawi, ale ból zawsze jest ten sam, kiedy ludzie zaczynają schodzić z Twojej drogi.... niestety 



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Polędwiczka z nutką myślicielstwa.....

Nocą myśli się kłębocą....

Lata początek