Pan mężczyzna kontra emocje
Jestem znowu. Chciałabym być częściej, sporo o tym myślę i chęci jakby coraz większe, niestety z tym czasem jakoś słabiej... może czas, chęci i słowotok przyjdą kiedyś w jednym czasie.
Dziś jest czas, słabiej ze słowotokiem, więc zobaczymy co z tego wyjdzie.
No więc z Panem Pomagaczem jak się okazało historyjka tak szybko się nie zakończyła, były i wzloty i upadki, te może już rzadsze niż wcześniej, no ale jak pierdyknie coś z grubej rury to znowu dystans, końca zapowiedzi będący. I tak teraz po kwartale znów i jak tu żyć. Uczucia, emocje to nic łatwego jednak, zwłaszcza dla nas kobiet.
Mam wrażenie, że ciągle rozbija się to o kwestie komunikacji, emocji i naszych ogromnych chęci.
Komunikacja, czyli....?
Jako kobiety mówimy za dużo, staramy się opisać każdą sytuację, rozpisać niemal malarskim ruchem na kolory dokładny opis sytuacji, wszystkie zaangażowane osoby i to co każdy zrobił, powiedział i jak to na nas zadziałało. Co czułyśmy, jak odebrałyśmy całe zajście no i potok słów się leje... a oczy pana mężczyzny, a na pewno Pana Pomagacza rosną, by po chwili zamienić się w brzoskwinie, z parującą głową. W której kwili tylko myśl "o co jej chodzi?? ….jak to wszystko się ze sobą łączy... czemu ona ciągle gada... ???"
Ty się troisz i dwoich, żeby przekazać, sytuacje, uczucia... widzisz brzoskwinie w oczach i parę z czaski... wiec dalej rozkładasz na czynniki pierwsze, żeby łatwiej było pojąć Panu Pomagaczowi…. żeby tam zwarcia nie było większego …. i co jaki efekt osiągasz ?! Pan Pomagacz głupieje bo za dużo słów, ty już 1005 wypowiedziałaś a on biedny 10 analizuje dopiero...
I jak tu się nie wkurzyć (delikatnie mówiąć)?!!
Ty bo tłumaczysz a męski głąb nie rozumie ni słowa, pan mężczyzna - bo nie wie jak ty to ze sobą wszystko łączysz, jak to składasz i czemu to z tego wynika, tylko że on jest jeszcze na początku twej powiastki i nie dasz mu przeanalizować i się wypowiedzieć tylko trajkoczesz po swojemu.
Ty chcesz dobrze a wychodzi jak zwykle...
Pan Pomagacz dziś skwitował, że mam patrzeć na siebie jak na emocjonalnego Einsteina, level 150, a na niego jak dziecko w żłobku, które nie wiele kuma poza swoimi zabawkami i zabawkami kolegów... jeśli coś wpadnie w oko.
I jak się okazuje po takich rozmowach Ty wychodzisz na sfrustrowaną, emocjonalną wariatkę, która szybciej z Einsteinem przy obiedzie się dogada, niż z własnym ułomnym facetem....
Wniosek mam taki po tej wymianie zdań z Panem Pomagaczem… mów do faceta jak do psa..... prosto i w krótkich słowach.....może z czasem wejdzie na wyższy poziom ewolucji.
A do tego czasu pozostają małe płytkie rozmowy na temat codzienności, błahych i lekkich spraw, aby Pan Pomagacz się nie przedźwigał od natłoku myśli i słów, bo im więcej tym częściej marudzisz i trudna jesteś... i biedny się irytuje, że nadążyć nie może, ale nie powie, że to jego wina, że nie ogarnia.... tylko że to Ty jesteś emocjonalna i gadatliwa...…
I teraz właśnie zdałam sobie sprawę, dlaczego niektóre pary po pewnym czasie kupują sobie psa na wychowanie...
Bo on może z nim wyjść, żeby ostudzić emocje po jej kolejnym trajkocie...… A ona przez komendy do psa, nauczy się wreszcie mówić psim językiem do pana mężczyzny.....
Może jest to i jakiś sposób...tylko w takim razie po co nam pan mężczyzna skoro można mieć psa.... i "szatana" z podgrzewaniem (Blanka L. dzięki za polecenie ;) ?
Bo wtedy o czym byśmy pisały ;)
Dziś jest czas, słabiej ze słowotokiem, więc zobaczymy co z tego wyjdzie.
No więc z Panem Pomagaczem jak się okazało historyjka tak szybko się nie zakończyła, były i wzloty i upadki, te może już rzadsze niż wcześniej, no ale jak pierdyknie coś z grubej rury to znowu dystans, końca zapowiedzi będący. I tak teraz po kwartale znów i jak tu żyć. Uczucia, emocje to nic łatwego jednak, zwłaszcza dla nas kobiet.
Mam wrażenie, że ciągle rozbija się to o kwestie komunikacji, emocji i naszych ogromnych chęci.
Komunikacja, czyli....?
Jako kobiety mówimy za dużo, staramy się opisać każdą sytuację, rozpisać niemal malarskim ruchem na kolory dokładny opis sytuacji, wszystkie zaangażowane osoby i to co każdy zrobił, powiedział i jak to na nas zadziałało. Co czułyśmy, jak odebrałyśmy całe zajście no i potok słów się leje... a oczy pana mężczyzny, a na pewno Pana Pomagacza rosną, by po chwili zamienić się w brzoskwinie, z parującą głową. W której kwili tylko myśl "o co jej chodzi?? ….jak to wszystko się ze sobą łączy... czemu ona ciągle gada... ???"
Ty się troisz i dwoich, żeby przekazać, sytuacje, uczucia... widzisz brzoskwinie w oczach i parę z czaski... wiec dalej rozkładasz na czynniki pierwsze, żeby łatwiej było pojąć Panu Pomagaczowi…. żeby tam zwarcia nie było większego …. i co jaki efekt osiągasz ?! Pan Pomagacz głupieje bo za dużo słów, ty już 1005 wypowiedziałaś a on biedny 10 analizuje dopiero...
I jak tu się nie wkurzyć (delikatnie mówiąć)?!!
Ty bo tłumaczysz a męski głąb nie rozumie ni słowa, pan mężczyzna - bo nie wie jak ty to ze sobą wszystko łączysz, jak to składasz i czemu to z tego wynika, tylko że on jest jeszcze na początku twej powiastki i nie dasz mu przeanalizować i się wypowiedzieć tylko trajkoczesz po swojemu.
Ty chcesz dobrze a wychodzi jak zwykle...
Pan Pomagacz dziś skwitował, że mam patrzeć na siebie jak na emocjonalnego Einsteina, level 150, a na niego jak dziecko w żłobku, które nie wiele kuma poza swoimi zabawkami i zabawkami kolegów... jeśli coś wpadnie w oko.
I jak się okazuje po takich rozmowach Ty wychodzisz na sfrustrowaną, emocjonalną wariatkę, która szybciej z Einsteinem przy obiedzie się dogada, niż z własnym ułomnym facetem....
Wniosek mam taki po tej wymianie zdań z Panem Pomagaczem… mów do faceta jak do psa..... prosto i w krótkich słowach.....może z czasem wejdzie na wyższy poziom ewolucji.
A do tego czasu pozostają małe płytkie rozmowy na temat codzienności, błahych i lekkich spraw, aby Pan Pomagacz się nie przedźwigał od natłoku myśli i słów, bo im więcej tym częściej marudzisz i trudna jesteś... i biedny się irytuje, że nadążyć nie może, ale nie powie, że to jego wina, że nie ogarnia.... tylko że to Ty jesteś emocjonalna i gadatliwa...…
I teraz właśnie zdałam sobie sprawę, dlaczego niektóre pary po pewnym czasie kupują sobie psa na wychowanie...
Bo on może z nim wyjść, żeby ostudzić emocje po jej kolejnym trajkocie...… A ona przez komendy do psa, nauczy się wreszcie mówić psim językiem do pana mężczyzny.....
Może jest to i jakiś sposób...tylko w takim razie po co nam pan mężczyzna skoro można mieć psa.... i "szatana" z podgrzewaniem (Blanka L. dzięki za polecenie ;) ?
Bo wtedy o czym byśmy pisały ;)
![]() |
| Może jest nadzieja, że zaczniemy iść wspólną drogą mówiąc tym samym językiem, o ile wcześniej się nie pogryziemy ….oczywiście ;) |

Komentarze
Prześlij komentarz