Determinacja bólu i The End...

Od kilku dni mam związane usta i to dosłownie. W efekcie, przeprowadzam więcej wewnętrznych rozmów w głowie niż otwieram usta wydając swój syczący głos. To boli przyznaję, więc i łzy bólu też nie są mi obce, zwłaszcza na koniec dnia. I choć myślałam, że opłakiwanie złamanego serca, wyczerpało worek z wodą łez, ból szczęki i niemożność mówienia, czy jedzenia udowodniła, że jednak jest to worek bez dna.  
Ogólnie podziwiam samą siebie za determinacje w dążeniu do prostego uśmiechu, efekt końcowy aparatu stomatologicznego, który będę mogła założyć po zdjęciu szwów po 3-miesięcznej rekonwalescencji dziąseł. Kobiety wiele potrafią znieść, jeśli im bardzo zależy. 
Do aparatu stomatologicznego robiłam kilka podejść, ale zawsze coś było ważniejsze i zawsze można było powiedzieć, że to kosztowne. Przełomem był ubiegły rok, kiedy chyba to pod wpływem Pana Pomagacza uznałam, że chce i już mogę, skoro On też się zdecydował i mimo, że jego droga do prostego uśmiechu była prostsza i nie tak boląca. Ale czego nie robi się dla siebie, z dopingiem wymarzonego faceta …. Kobieta jest w stanie zrobić wszystko. Tak teraz milcząc, pisze i rozmyślam bez Pana Pomagacza obok i w moim życiu już od kilku miesięcy.  
Porównując ból fizyczny od tego związanego z rezygnacją Pana Pomagacza ze mnie i nas, chyba mogę jasno powiedzieć, że to drugie boli bardziej.  Dystans, obojętność, cisza ranią bardzo. Przeszywają serce i rozum, duszę, która czuła i chciała trwać obok.  
Plastrem w takich chwilach okazują się jak zawsze najbliżsi, rodzina i przyjaciele, którzy są i nie dają Ci zapomnieć, że wszystko ok z Tobą, że zasługujesz na szczerość i masz prawo wymagać zaangażowania, bo na tym opiera się relacja. Ja mam to szczęście, że mam fajnych ludzi przy sobie, którzy wierzą we mnie często bardziej niż ja sama. I mimo, że żaden z nich Pana Pomagacza nie zastąpi, ogromnie się cieszę, że nadal ze mną są.  
Pan Pomagacz, podjął decyzję za nas, której ja sama od dłuższego czasu nie chciałam dostrzec. Trwałam w swojej nadziei i wierze, że to przetrwamy. Ja wiem, że mimo upokorzenia i przykrości byłabym w stanie wiele jeszcze znieść “dla nas”, wiele wytłumaczyć sobie samej, bo on nie musi przecież, i ciągle wierzyć “w nas”. Kobiety w tym trwaniu są bardzo wytrwałe i zdeterminowane.  
Jednak przychodzi też taki moment, kiedy wiesz, że się staczasz, że czekasz na niemożliwe.  Że upadlasz siebie i swoją kobiecość czekaniem na niego, bo on jest jeszcze nie gotowy, bo nie wie czego chce. Choć wie, że chce flirtować z innymi, że chce koleżankom poświęcać swój czas, a nie Tobie, że to z nimi się dzieli swoimi przemyśleniami, bo przecież tam uczuć nie ma. To płytkie relacje a przez to wysiłek i zaangażowanie tak nie przytłacza, nie wymaga, więcej niż chcesz dać.  
Wtedy zaczynają ranić nie tylko czyny, ale i jego słowa.  Bo nagle już wiesz, że “Twoja kobiecość” go przeraża, że masz wiele negatywnych i złych emocji, które na niego oddziałują. Czujesz się jak potwór.... i nie chcesz dalej go niszczyć, bo przecież nadal to On jest ważny. Postanawiasz odejść i dać mu tą wolność. Mimo, że miało być inaczej, mimo, że przez ostatnie miesiące jak mówił dawałaś mu szczęście, i mógł być sobą przy Tobie. Teraz już wiesz, że to nie było prawdą, prawdą jest to co jest tu teraz, a teraz On się Ciebie boi.  Nie ważne jest to jak jego zachowanie potrafiło wpłynąć na Ciebie i Twoje emocje, bo przecież On nigdy nie chciał ani o tym rozmawiać ani tego dostrzec. 
Odeszłaś, skoro tego chciał, cierpisz, ale żyjesz dalej. I nie wiem, ile czasu potrwa, kiedy zrobię pierwszy duży krok do przodu, już bez analizy i rozmyślań, że może jeszcze mnie zatrzyma. Bo, mimo że się pożegnałam słowami z Panem Pomagaczem, On milczał i milczy nadal, a to pozwala mi snuć domysły i mimo że odeszłam, idę małymi kroczkami, żeby mógł mnie jeszcze dogonić, jak się już namyśli i będzie chciał przełamać ten mur ciszy, jaki między nami zbudował od swojej strony.  
Więc jak widać w determinacji do celu naznaczonego bólem potrafimy być bardzo wytrwałe. 
A ja na pewno i moje serce w żałobie też....  

Nawet kiedy jest koniec, boisz się dać większy krok do przodu, czekasz, drepczesz, bo może przeszłość zacznie jeszcze gonić....



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Polędwiczka z nutką myślicielstwa.....

Nocą myśli się kłębocą....

Lata początek