Szczuplejsza o pęcherzyk żółciowy i kilka kamieni
![]() |
| szpital na peryferiach...czyli korytarzowy SOR |
Właśnie mija miesiąc czasu, od kiedy jestem lżejsza o pęcherzyk żółciowy i
zawarte w nim kamienie. Na tak zwany SOR, czyli dla nieobytych w tematach
szpitalnych = Szpitalny Oddział Ratunkowy, trafiłam w ostatnia niedzielę
września o północy, czołgając się tam na własnych nogach. Odwiedzenie
tego miejsca oczywiście poprzedziła popołudniowa romantyczna
wyprawa na frytki i lody w uzależniającym McDonalds, jeszcze wówczas z moim
cudownym byłym Księciuniem, dla którego spokoju, zgodziłam się tylko na
podwójną porcję frytek i waniliowego loda. No i w ten oto sposób romantyczna
wyprawa do McD stała się przyczyną wieczornej kolki żołądkowej, która targał
mną przez kilka godzin doprowadzając do stanu wykończenia. W szale niemijającego
bólu, który był nieugięty na wszystkie dotychczasowe "domowe metody walki
z nim" (gorąca woda, nospa max, zielone herbatki, termofor), szukając
ostatniego koła ratunku postanowiłam doczołgać się do taksówki, która miała
mnie zabrać do szpitala. Ostatecznie okazało się, że w stolicy naszego pięknego
kraju z taksówkami o 1 w nocy ciężko, dlatego jak już wyszłam doczołgałam
sie do szpitala sama. Pierwszy raz podczas tej drogi nie czułam strachu,
że ktoś mnie zaczepi, raczej nikt by się nie odważył zaczepić laski skrzywionej
w pół, z wyłupiastymi, czerwonymi oczami od wielokrotnych wymiocin i łez.
Teraz mogłabym być zapewne uznana za źródło eboli w kraju, ale tej
wrześniowej niedzieli świadomość eboli była daleka od Polski, z tego co przynajmniej
pamiętam.
![]() |
| piękny świat za szpitalnym oknem... |
No wiec tym oto dziwnym trafem wylądowałam na SORze w wolskim szpitalu. To
co widziałam, przeżyłam to tylko moje, ale ludu kochany prawdę i przestrogę Wam
daję, trzymajcie się od tego miejsca z daleka, chyba że masz naście lat i
o pięknej urodzie jesteś, aby pielęgniarki i pan doktor mógł zawiesić oczy na
niecodziennym dla siebie widoku. Innym niż starość, pomarszczona skóra,
krew i świadomość starczego dziecka z którą muszą się co dzień zmagać. No wiec
ja mogłam liczyć przez te kilka godzin na dość przychylne oko Pań pielęgniarek,
które nawet chętnie pobierały mi krew, wykorzystując te minuty na
pożalunki swej nocnej zmiany, w których główną rolę odgrywają starcze wampiry,
chcące unikać kolejek za dnia, w bądź co bądź bardziej chorej, polskiej, służbie
zdrowia niż nie jeden trafiający tam pacjent. Na SORze spędziłam kilka godzin,
dopiero koło 10 rano trafiłam na oddział szpitalny, a do tego czasu miałam
okazje doświadczyć: poszukiwań przez doktora mojej osoby, tylko o
zmienionym nazwisku, które brzmiało jak ulica na której mieszkam, kroplówki na
SORowym korytarzu, która została przywiązana szmatką do metalowego
stojaka, odgradzającego część korytarza, konsultacje konsultacji konsultacji
chirurgów, którzy nadal potrzebowali potwierdzenia, że mają wyciąć mi coś
tylko dlatego, że trzeba, a nie dlatego, że wmówiłam sobie, że chce aby mi go
wycieli.
Z perspektywy czasu, faktycznie ostatni ból jaki odczuwałam i problemy
żywieniowe musiały moją świadomość bardzo wykończyć, skoro przystałam na
propozycję lekarza bez większego namysłu, czy też konsultacji z
najbliższymi.
No więc naga, nagusieńka wylądowałam na sali operacyjnej, sali która bardzo
komiczną salą była niemalże jedną z tych w stylu polskich komedii z mego
dzieciństwa jak "szpital na noszach", czy coś takiego. Wesoły anestezjolog,
jeszcze weselsze pielęgniarki i pacjentka z trzema kolorami na paznokciach,
czyli ja. Moim ówczesnym wytłumaczeniem było tylko to, że przyszłam prosto z
ulicy, co stało się pretekstem do kolejnego żartu ekipy operacyjnej. No i
zanim zasnęłam padło me ostatnie pytanie, które do tej pory jest chyba
jednym z serii naszego, tzn. mojego byc albo nie być: więc czy obudzę sie
głupsza niż teraz jestem? Pytanie, które świadczy o tym, że leżąc na
stole, czy też zgadzając sie na ten stół, głupią byłam co stwierdziłam sama.
Czy to intuicja przypadkiem nie działała w mych szarych komórkach, starając się
przemówić do ostatnich resztek rozsądku szarych komórek? Może i tak
było jednak było już za późno, bo przecież zasnęłam...A pobudka do
łatwych nie należała.... I mimo, że jeszcze oczy zamknięte miałam, czułam
jak płacze i z bólu się zwijam, z poczuciem nieznajomości własnego ciała. No
więc zanim oczy się otworzyły, już dałam odczuć mym sąsiadkom, że
pooperacyjnego spokoju ze mną nie będą miały. A szok jaki przeżyłam, gdy oczy
otworzyłam, sięgnął zenitu poziomu nowonarodzonego dziecka, które wyciągają z
cieplutkiego i znanego mu płodu w łonie na ten zimny i obcy mu ziemski świat.
No wiec czując sie jak noworodek, tym bardziej, że drugi raz w szpitalu sie znalazłam
w roli pacjenta, pierwszy to właśnie narodziny. Więc budzisz się naga, nagusieńka,
za oknem noc, w nosie rurki, na piersi metalowe podpięcia do sprzętu, który
wskazuje rytm twojego serca i nie tylko. Z prawego boku wystają Ci dziwne
rurki, nie widząc jeszcze pojemniczka, czyli tzw. drenu o którym wcześniej
chyba nawet nie słyszałam. Brzuch posklejany w plastrach, a plastry większe niż
mój własny brzuch, nie możesz się prawie ruszać, ale pierwsze czego chcesz i o czym myślisz to "trzecia reka człowieka",
czyli prosisz o telefon! Chcesz wiedzieć, która godzina no i wypadłoby
zadzwonić do najbliższych w końcu od kilkunastu godzin z nikim nie masz
kontaktu. Jednak niezłomna pielęgniarka z Sali pooperacyjnej nie polubiła
widocznie mego prawie noworodkowego przypadku, bo telefonu nie dostałam a i
jakość jej opieki do mnie była gorsza niż do mych sąsiadek, które były jednak
bardziej dokuczliwe niż ja w fazie wybudzania się. I nie wiem czy to przez
fakt, że maleńka i chudziusieńka leżałam na tym łóżku, czy jednak przez fakt,
że Pan Chirurg Młody, który mógł być
moim równolatkiem, do mnie częściej zaglądał, tłumacząc wszystko i drenowy
pojemniczek poprawiając. No i tak zleciało godzin kilka, aż się groźba cewnika
pojawiła. No więc pani pielęgniarka, kaczuszkę podstawia i każde sikać, ale jak
i czym się pytam, ponad dobę już bez jedzenia i picia. No i czy znacie kogoś
kto leży i sika pod siebie w pełni świadomości? No wiec w ostatnich
minutach czasu jaki pani pielęgniarka mi
dała, prosząc ją o pomoc w tej fizjologicznej czynności i lekkim uniesienie
mego odwłoku udało się zsiusiać tam gdzie powinnam, chroniąc się przed zmorą szpitalnego
cewnika.
No i tak do rana leżałam, bez telefonu doznania i w osłupieniu ciała, zanim
następnego ranka na normalny oddział się dostałam. Sąsiadki pooperacyjne,
wyszły jeszcze tego samego dnia, ja zostałam przytrzymana, bo ból i wymioty dokazywały mi znowu do rana.
Nie tylko zostałam ale i szpitalnego kleiku posmakowałam, zarówno z głodu i strachu
zarazem, choć głód tu jednak przeważył.
Na szczęście do domu szybko trafiłam i mimo, ze z bólem, i totalną
niewiedzą, tego jak moje ciało będzie się zachowywać po operacji, bo kto Cię
może uprzedzić skoro same stażystki nie wiedzą na co będą Cię operować,
choć papierki każą podpisać. Na szczęście
w domu wujek gogle i najlepszy doktor z doktorów w jednym, wszelkie objawy
jakie miałam od razu tłumaczył. A w domu nawet jak bardziej boli to i tak
człowiek zdrowszy niż w polskim szpitalu, gdzie z poranną wizytą księdza „Z
Panem Bogiem” nasyłają. Ksiądz wszedł powiedział znamienne słowa, po czym wyszedł,
pozostawiając w przerażeniu nie jedną babinkę, która z operacji zrezygnowała
tylko dlatego że skoro księdza już po nią wysłali, a ten już do stwóry ją
wysyła, to ta na operacje nie pójdzie bo woli w łóżku odejść a nie operacyjnym
stole. No więc po takich przypadkach i zagwostkach szpitalnych wolałam w domu
się dalej kurować. I już na samą myśl zdjęcia
szwów i konieczności odwiedzenia szpitala, włosy nawet mi dęba stawały, a mam
ich przecież trochę. Zdjęcie szwów,
strach mały był, mały ból też, trochę ranki, które do tygodnia się goiły. To co
zostało na ten moment to waga 45 w porywach do 46 kg, która mnie martwi bo mało
kobieca się stałam dla samej siebie i pewnie dla Księciunia także skoro po miesiącu
od operacji mnie zostawił. Na szczęści pęcherzyk wycieli laparoskopowo, więc na
ten moment mam tylko 4 blizny, które do wakacji powinny się zagoić a nawet nie być za bardzo widoczne.
I to byłoby chyba dziś na tyle….i dużo zdrowia wszystkim życzę nie ważne
czy stary czy młody oby tylko nie trafić na SORy.... :)
![]() |
| Efekt końcowy laparoskopowej amputacji pęcherzyka :) |
![]() |
| A to moje pierwsze lane kluski wg przepisu Kuronia Syna, zmodyfikowane do wersji lekostrawnej ...po 1 tygodniu rekonwalestencji :) |
![]() |
| No i najprzyjemniejsza część rekonwalestencji pooperacyjnej, czyli 3tygodniowa laba ;) i gdyby nie bolało mogłobyć jak w bajce :) |
.jpg)

.jpg)
.jpg)
.jpg)

Komentarze
Prześlij komentarz