Posty

Wyświetlanie postów z 2015

Nocą myśli się kłębocą....

Obraz
Zimno, szaro i wietrznie na zewnątrz, tak teraz wygląda ten czas przedświąteczny, do jesieni zamiast zimy bardziej podobny. Księciunio już wywiany został z mego życia na wszystkie świata strony. Są też inne rzeczy na tym święcie, które się nie zmieniają, tak jak moje sezonowe zapalanie pęcherza, które rok w rok nawiedza mój organizm. I tu po raz kolejny walczymy kilogramami żurawiny i hektolitrami napojów rozgrzewających. A najbardziej, na nogi stawia jakby nie było imbir w herbacie. Ahoj zimo, z imbirem już nam nie taka straszna  J Poza tym wiele się w mym życiu nie zmieniło poza kolejnymi pozycjami przeczytanych książek, czy też nielicznymi momentami na siłowni w wolnych chwilach. Muszę się przyznać, że dzisiejszy trening na płaski brzuch w domowych pieleszach, rozłożył me mięśnie i już teraz czuje  poranne zakwasy, ale czego to się nie robi dla płaskości brzucha.  Eh młodości ma, wróć! Pojawiły się też nowe osobowości w mej codzienności, w postaci wielkiego...

Lata początek

Obraz
I całe szczęście, że dziś mamy upał i tym samym powolny koniec wiosny i początek lata. Kończąca się wiosna do udanych w moim wypadku nie należała, tym większa radość z kolejnego już upalnego dnia. Lato, lato przyjdź i wymarz wiosenny trud! A wraz z końcem wiosny, ogłaszam koniec wiosennych podtopień łzawych, koniec tęsknoty i tego wszystkiego co z tegoroczną wiosną przyszło. A z latem wraca jak zawsze większa pewność siebie, potęgowana przez słońce i dłuższe dni. I do pełni szczęścia czekam tylko na powrót mojego własnego, firmowego utrabooka, który nie jedno ze mną  już przeszedł. Niestety ten ponad miesięczny stan z jego zamiennikiem, tylko potęguje moją tęsknotę za tym co moje i znane mi... jednak stara i sentymentalna się robię, bo w końcu do czegoś zaczynam się przywiązywać, tak jak powoli wrastam w moje 4ścianowe mieszkanko na warszawskiej woli. No a że lato tak przeze mnie oczekiwanie, pozwoliło mi wreszcie otworzyć już mój letni pokój, tak ten długi czerwcowy weekend powi...

Weekendowy Everest - lek na księcuniowego focha

Obraz
Nadchodzi koniec tego weekendu, a jakoś z nim naszło mnie na jego podsumowanie. Chyba faktycznie ostatnio stałam się bardziej sentymentalna, chyba sie starzeje, jakby nie było już tylko kilka miesiecy mi zostało do świetowania 30wiosny. Tego co w dowodzie nie da się oszukać.  Zacznę od piątunia, tak przez wszystkich uwielbianego, od którego przecież stałam się obywatelem świata, wieczorem  trzeba było  oblać mą dojrzałość no i tak to obelewanie się skończyło, że najpierw zalana łzami żałoby po miesięcznym fochu Księciuniak, skończyłam na babskim wieczorze zakrapianym whisky w moim wypadku, lądując ostatecznie na parkiecie jednego z warszawskich buforów studenckiej rozpusty i lansu, mimo że sama już studentem nie jestem. Ale w końcu kto mi zabroni.   I mimo, że nastepnego dnia, w głowie szumiało przez cały dzień, przez co nawet z łóżka się nie dało wyjść, to przynajmniej  babskie pogaduchy pomogły. I mimo, że dla mnie baby te w większości obce były, wszys...

Obywatel świata... od dziś

Obraz
Dziś właśnie nadszedł ten moment, kiedy po raz pierwszy w życiu odebrałam swój własny paszport... i od razu czuje się jak obywatel świata. Czyli od dziś jestem kimś innym niż byłam wczoraj, kładąc się spać. :) Dziś już mogę wziąć paszport, okular i słuchawki z telefonem i uciec, gdzie tylko poniosą mnie marzenia...no i oczywiście zasób portwela ;) Ale juz samo poczucie obywatale świata  mi dziś wystarczy no i może wreszcie nada odwagi, aby ten świat faktycznie zwiedzać.  Przyznaje się bez bicia, że inspiracją do tego kroku był oczywiście Księciunio i moje wyobrażenia o naszym wspólnym poznawaniu świata. Paszport już jest, Księciunia już nie ma, ale ochota na świat nadal jest ze mną...czyli od dziś wysyłam sygnał w kosmos  :)    https://www.youtube.com/watch?v=cg2LN05PXUo Pora na nowe zmiany i wyzwania...nawet jeśli już  sama bo świat woła.  obywatel świata od dziś 

Sezonu nadmorskiego otwarcie z sercowym przesileniem

Obraz
Mimo, że ostatnio weny brak i nie wiem czy to spadkiem witaminy D czy deficytem słońca spowodowane. Ewentualnie tzw. przesilenie wiosenne mnie dopadło, którego do końca nie da się określić, ale jak nie wiadomo o co chodzi z nastrojem, to przynajmniej zwalić można właśnie, na to bliżej nieokreślone przesilenie.  Jednak mimo, że weny nie ma, tak jak nie ma Księciunia, który znowu uciekł, przestraszył się, czy też nadal woli własnego focha od wspólnie spedzanego czasu, nadal żyję, nadal mam się dobrze.  Fakt przyznaje, że do dobrego człowiek sie przyzyczaja i tak samej mi nudno troche, to jednak życia nudnym nie można nazwać. I mimo,  że o 4 rano dziś  me ślipia się otwarły, to owo poświecenie zostało wynagrodzone, dość spontanicznym wypadem zawodowym nad polskie morze... Tym samym udało się dziś zaliczyć i bryzę morską, i troche słońca, rybę zjeść, czy dobrą, to nie powiem, ale po kuchennych rewolucjach pewnej pani z tzw. hełmem korkowym na głowie, w kolorze blond. ...

Ubiegłoroczne wspomienia...wciąż aktualne

Obraz
No wiec mam już pierwszą noc łez za sobą. Chyba na 3 doby przed badaniem biopsji dopadł mnie strach o przyszłość, o to co się może zmienić w moim życiu jeśli się okaże, że mam raka. Wraz z tym strachem pojawiło się poczucie ogromnego osamotnienia w rzeczywistości, która mnie dopadła. Była to noc strachu i przekomarzania się z własnymi myślami, przekonywanie samej siebie, że dam radę, że po raz kolejny dam radę. W pewnym momencie tych nocnych rozmyślań, strachu i łez, zdałam sobie sprawę, że nie zadałam pytania "czemu ja?". Nie zadałam go ani sobie, ani losowi, czy też Bogu. Tej nocy nie było ważne dla mnie czemu ja, bo w końcu jestem jedną z wielu kobiet chodzących po tym świecie, a rak może dotknąć każdą z nas. Skoro chorują nic nie winne, małe dzieci, dziewczynki i chłopcy. Chorują wspaniali, dorośli ludzi, którzy mają cudowne rodziny, dzieci, nie dziwi mnie to, że ja także mogę zachorować. Że rak także mnie może dopaść. Więc czego ja się bałam tej nocy? Przestraszyłam się...

Słowackie pierwszeństwo i snowboardowe szaleństwo

Obraz
Podobno jaki nowy rok tak i cały ….a że ja, Piszczała z początkiem nowego roku na Słowacje wyjechała, a już przed tym się spłukała, tak ten mój rok całkiem nieźle może wyglądać. Na pewno w barwach wypłowiałego różu jawi się już od pierwszego dnia. Mimo to nie żałuję, bo to co tam przeżyłam, czegom doświadczyłam to moje, a że był to mój pierwszy, dłuższy wyjazd poza granice naszego pięknego kraju, tym jeszcze większa satysfakcja….Hmmm... Jednak może nie do końca był to pierwszy wyjazd, bo w końcu jako studenciak młody na Słowację z wycieczką trafiłam. Ale, że ja wtedy grzeczną byłam no i alkoholu nie piłam, więc i go nie zakupiłam, a sam wypad kilkuminutowy był, więc się prawie nie liczy. Był też tygodniowy wyjazd do Londynu w pogoni za wielką młodzieńczą miłością…  I choć Londyn wspominam dobrze, jako miasto i to miasto w którym mogłabym żyć, tak sam wyjazd już raczej do udanych doświadczeń nie należał, ale to nie miejsce i pora, na użalanie, byłego już,  amora.  Tak w...