Posty

Wyświetlanie postów z 2014

Moim Kobietom...

Obraz
Dziś o tym jak to kolposkopia, skłoniła mnie do przemyśleń i wniosków, po tym jak wcześniej wywołała strach i chyba nawet łzy w oczach. Po dzisiejszym dniu na pewno stałam się  bogatsza o nowe doświadczenie związane z kolejnym, tym razem ginekologicznym, badaniem.  Było to moje kolejne podejście do kolposkopii i całe szczęście, że po wcześniejszych próbach, wreszcie się udało, bo mimo że wyniki nie są zadawalające mam jeszcze szanse, żeby coś z tym zrobić i właśnie z tego jestem dumna i nawet  nie szkoda mi tej zarwanej  na przemyślenia nocy. Siedząc na fotelu,  czułam strach i obrzydzenie. Widok własnego wnętrza na TV obok fotela od pierwszych momentów był dla mnie nie do zniesienia, w myślach i we własnej wyobraźni, widziałam siebie wymiotującą na widok własnego ciała. Ta sytuacja po raz kolejny  udowodniła mi, że nie akceptuje tej części siebie, nadal. Jednak im dłużej siedziałam na fotelu ze wziernikiem i kolposkopem miedzy nogami, oswajałam się z ty...

Polędwiczka z nutką myślicielstwa.....

Obraz
Drugie podejście do polędwiczki i sosu okazało się bardzo udane i nie wiem czy to przez ostatnie dni urlopowego lenistwa czy  jednak poczatek narodzin kulinarnej smykałki ? ;)   Dzisiejsze podejście okazało się trafione i sos i polędwiczka wyszyły mega. Oczywiście przepis zmodyfikowałam pod siebie tym bardziej duma rozpiera, że tym razem wyszło bezproblemowo.  No i tak to drugie podejscie sprawiło, że zaczełam się zastanawiać nad promowaniem współczesnych teorii coachnigowych i  rozwoju osobistego, które mówią, że jesli nie wychodzi, coś nie pasuje nie naprawiaj tylko z tego zrezygnuj bo  przecież szkoda życia... Może i szkoda, ale przecież każdy zasługuje na drugą szanse, czy na drugie życie. Przecież każda z nas ma w szafie coś po babci, mamie, coś co wróciło do łask w dzisiejszym zdominowym przez technologie świecie. I ta duma i satysfkacja, kiedy wszyscy  dookoła zachwycają się drugim życiem swetra naszej mamy, które udało Ci się odkryć.  Oczyw...

Zupa dyniowa z imbirem zamiast Księciunia

Obraz
Życie Ty to jednak potrafisz płatać figle jak najlepszy kuglarz. Ciągle coś sie dzieje, jak nie przypadek z osą, to Księciunio na mojej drodze, żeby znowu wrzuć mnie na stół operacyjny po którym odbierasz miłość. A podobno kto daje i zabiera, ten .... ;)  No więc nie ma pęcherzyka, kilka kilo mniej na wadze, no i nie ma Księciunia. Więc znowu przyszła pora wzmożonego czasu dla siebie i randek sama ze sobą i dla pocieszenia rutynowe stwierdzenie, a On jak głupi niech traci. Na otarcie łez miałam ochotę zamienić sw ój domowy jesienny dekor na pyszną zupę dyniowo-imbirową... pychota i ten zapach wciąż za mną chodzi. Bardzo proste, szybkie do przyrządzenia, a przy tym końcowe doznania smakowe,  potrafiące przyćmić niejeden orgazm. Nawet następnego dnia po przygrzaniu zupki byla cudna, choć bardziej gęsta i wówczas już stała się kremem. Tak dynię w złoto zamieniłam, choć wcześniej od dynii stroniłam. Ale nie tylko zupkami Księciunia zastępuje, bo postanowiłam także z mięs...

Szczuplejsza o pęcherzyk żółciowy i kilka kamieni

Obraz
szpital na peryferiach...czyli korytarzowy SOR  Właśnie mija miesiąc czasu, od kiedy jestem lżejsza o pęcherzyk żółciowy i zawarte w nim kamienie. Na tak zwany SOR, czyli dla nieobytych w tematach szpitalnych = Szpitalny Oddział Ratunkowy, trafiłam  w ostatnia niedzielę września o północy, czołgając się tam na własnych nogach.  Odwiedzenie tego  miejsca oczywiście poprzedziła  popołudniowa romantyczna wyprawa na frytki i lody w uzależniającym McDonalds, jeszcze wówczas z moim cudownym byłym Księciuniem, dla  którego spokoju, zgodziłam się tylko na podwójną porcję frytek i waniliowego loda. No i w ten oto sposób romantyczna wyprawa do McD stała się przyczyną wieczornej kolki żołądkowej, która targał mną przez kilka godzin doprowadzając do stanu wykończenia. W szale niemijającego bólu, który był nieugięty na wszystkie dotychczasowe "domowe metody walki z nim" (gorąca woda, nospa max, zielone herbatki, termofor), szukając ostatniego koła ratunku postanow...

Żar tropików śród polskich jabłek...

Obraz
Lato w pełni... za oknem tropiki....a w dłoni polskie jabłka. Jednym słowem - raj do nas zawitał :) I nie wiem czy to przez te upały, czy przez wrodzone lenistwo ale pisać się nie chce, choć  jest i o czym.... Ale to nie tylko pisać się nie chce bo przecież i z jedzeniem też łatwo nie jest.... no chyba że raj owocy.... owocowy raj .... wśrod polskich jabłek trwa #JedzJabłka  #PolishApples ale w końu mamy lato więc grill na powietrzu także musi być ...

Miłość pietruszkowa w maju zakwitła....

Obraz
Ja to jednak potrafię znikać, nie tylko na blogu ale w życiu także. Jednak faktycznie czasami człowiek musi zebrać się do kupy, każdy na swój sposób. Ja do perfekcji opanowałam pożeranie słodyczy, przez co efekt widoczny jest na mojej skórze. Czyli krosty, krosteczki witamy Was w mym skórzanym przybytku. I może nie miałam być nic przeciwko tej symbiozie mego organizmu z krosteczkami, gdyby nie to, że za kilka dni szykuje się zlepek kilku imprez rodzinnych, więc pora stanąć na nogi i mały rozwodzik z trądzikiem słodyczowym wziąć. Więc już wiadomo czemu w ostatnim czasie zrodziła się ma miłość do zielonej pietruszki, która w koktajlu z limonką do stanu błogości mnie doprowadziła…… Pietruszko droga ten tydzień, więc do nas należy :) wszędobylska pietruszka  w porze obiadowej  koktajl pietruszka z limonką oraz marchewkową zakąską ... eneria życia 

Owsiane wiosenne inspiracje

Obraz
Faktycznie dawno mnie tutaj nie było i chyba tylko dlatego, że myślami jestem już na 1 kwietnia. Trochę strachu, obaw, myśli co będzie, jak to będzie, ale też co mogę zrobić dla innych, więc na pewno wrócimy z tym tematem w kwietniu. Mam nadzieję, że do tego czasu ujarzmię moje myśli. A co teraz? Dziś piękna pogoda, słońce i błękit nieba zachęca do tego, że chce się żyć i krzyczeć „KOCHAM CIĘ ŻYCIE!”. Takie dni jak dziś pozwalają,  każdemu docenić dar życia nie ważne  na jakim etapie jesteśmy, co się dzieje w naszym życiu. W takie dni jak dziś każdy musi, a na pewno powinien być szczęśliwy. Ja dziś tak mam i powoli zbieram się na spacer z aparatem w ręku, aby uwiecznić piękno natury, dzięki której wiem, że nie jesteśmy sami na tym świecie i Wam radzę zrobić to samo…  Warto dziś zrobić coś tylko dla siebie, więc proponuje randkę "sama ze sobą i sama dla siebie".  Ja sama chadzam na takie randki i wcale nie dlatego, że innych nie mam ;) A co do minionych dwóch t...

Owsiany początek

Obraz
przedwiośnie początkiem zmiany nawyków żywieniowych,  to i mięta w czajniku rośnie  Dzisiejszy dzień jest kolejnym dowodem na to, że przypalenie wody, czy gotowanie parówek w foli i do tego w czajniku elektrycznym,  powinny już dawno zniechęcić mnie do zawab w kuchni, a już na pewno w deserowego speca kulinarnego. Podobno prosty, przepisz na kluseczki z kaszy mannej, prostym się nie okazał  i już wiem, że jest ponad  moje kulinarne zdolności i zamiast kluseczek pojawił się ogromny glut manny w moim koszu. No nic, w końcu zawsze  wiedziałam, że kiedy Bóg rozdawał talenty kulinarne, ja stałam zupełnie w innej kolejce, tylko teraz trzeba przypomnieć sobie co to za kolejka była ;) Mam nadzieję , że to nie ta,  w której rozdawali miłość do słodyczy. Choć tylko w ten sposób jestem w stanie wytłumaczyć, czemu tak ciężko mi się rozstać, nawet na tydzień ze słodyczami i tym samym mam kolejną  nieudaną próbę za sobą. Więc cukier nadal jest obecny ...

Pierwsza prawda o minionym tygodniu

Obraz
Minął tydzień od pierwszego wpisu, więc pora na pierwsze podsumowanie. Tydzień bez większych problemów kolkowych i tu chylę czoła nowej ziołowej herbacie. Zioła jakie miałam okazję w tym tygodniu zażywać  to owoce kolendry, kminku, dzikiej róży oraz liście palczatki cytrynowej- cokolwiek to znaczy oraz zielonej herbaty, a do tego korzeń mniszka lekarskiego. Nazwy w dużej części znane i popularne na rynku zielarskich herbat i z tygodniowym podsumowaniem mogę także polecić ich działanie na poprawę trawienia dla każdego, czyś mały czy duży. I po tygodniu mój żołądek lekki się stał i za reklamą pewną może krzyczeć razem ze mną  „lekko tak”. Tydzień ten miał stać pod hasłem detoksykacją mego organizmu od cukru białego i słodyczy, w związku z tym, że cukier i słodycze były moją największą słabość, a wręcz uzależnieniem. Zapał ogromny, finisz jednak mniej efektowny. Jak przez węża Ewa w raju skuszona została, tak i ja przez kawalątek tortu bezowego z wolą mą przegrałam i do c...

Słowo wstępu na początek....

Obraz
Noc Oskarowa, u naszych wschodnich sąsiadów ukrainsko-krymski kocioł trwa, a ja właśnie postanowiłam załóżyć bloga,  aby ujarzmić mój wewnętrzny kociął z jakim dziś miałam okazję się zmagać.  Mam  28lat, skoczone niecały miesiąc temu,  więc  młoda i dość atrakcyjna ze mnie kobieta. Kobietą jednak nie łatwo w dzisiejszym świecie być, choć ja uwielbiam swoją kobiecość i pociągam sama siebie, co pozwala mi czuć się świetnie w swojej skórze, choć nie zawsze tak było...Ale teraz jestem dumna z tego kim jestem i choć  daleko mi do wojujących feministek, to kobiecość kocham, a same kobiety uważam za dzieła sztuki.  W życiu nic nie jest jednak tak różowe, słodkie i bajkowe, więc ma kobiecość boryka sie jednak z kilkoma zdrowotnymi problemami. I właśnie o tych problemach chce tu pisać, nie bedzie to smutne, choć ma być prawdziwe. Bo jako prawdziwa kobieta, wielbię siebie za wiele, ale i do słabości potrafię się przyznać i o nich rozmawiać. Tak teraz przyzna...